RSS
niedziela, 22 kwietnia 2012
"Byk" sie starzeje i nic na to nie mozna poradzic :-)))

Jestem zodiakowym bykiem i jutro mam ...ente urodziny, tzn 16 lat na jedna nozke. A poniewaz byk ma 4 nozki, to juz tych latek sie nazbieralo :-)))

Buk ma tez rogi, ale z wiekiem sluza one tylko jako ozdoba, do walki sie nie nadaja, bo ze mnie, to teraz, taki byczek Fernando, co to kwiatki chce wachac.

Pomyslalam sobie, ze z tej okazji zloze sobie sama zyczenia urodzinowe. Dotychczas tego nigdy nie robilam, ale kiedys musi byc ten pierwszy raz, prawda? :-))))

Zycze wiec Bykowi, wiele lat w zdrowiu i spokoju ducha o swych najblizszych, ktorym takze przy okazji zycze duzo zdrowia. Przyjaciol bliskich i dalekich, i milych kontaktow z ludzmi, ktorym Byk zyczy takze zdrowia i pomyslnosci, zeby Byk sie o nich nie martwil, jak maja problemy.

Byk zyczy sobie, zeby wszystkim znajomym i ulubionym na bloxie, zycie ukladalo sie spokojnie i bez problemow, bo Byk sie martwi, jak czyta, ze komus cos przykrego sie wydarzylo. Wiec, jak na bloxie jest szczesliwie, to i Byk jest szczesliwy. To jest taka reakcja lancuchowa :-))))

Teraz Byk idzie sie byczyc, bo w niedziele to chyba wolno!

11:28, kristofka
Link Komentarze (25) »
niedziela, 08 kwietnia 2012
Moje "zielone" paluszki :-)))

Ostatnio nic specjalnego sie nie dzieje, wiec i wpisow nie robie, bo nie ma o czym pisac.

Niedlugo jednak zacznie sie praca w ogrodzie wiec, grabie, lopatka i moje "zielone" paluszki beda w robocie. Pisze "zielone" w cudzyslowie, bo tak naprawde zielone to one nie sa. Specjalnie utalentowana w pielegnacji roslinek, kwiatow,  krzewow i tym podobnych stworzen zielonych, nie jestem.

Przed Swietami Wielkanocnymi kupilam dwie sliczne i pachnace konwalie. Instrukcja obslugi informuje, ze maja byc one posadzone w jasnym slonecznym miejscu, ale nie w sloncu. Przeciagow tez sie konwalinki boja, ale sa "pijaki", bo lubia pic duzo wody.

Nauczona przykrym doswiadczeniem (kiedys posadzilam konwalie do gory nogami i potem sie dziwilam, ze nie wyrosly, hahaha) nie wiem, gdzie je najlepiej posadzic. Czy pod krzakami, czy pod jakims drzewkiem, a moze w osobnej donicy na podworku, bo po przekwitnieciu "instrukcja" mowi, zeby je przesadzic do ogrodu.

Bardzo lubie konwalie i chcialabym je sobie "rozplenic" w ogrodzie. Czy to jest mozliwe? Moze jakas, uprzejma i z dobrym sercem,  ogrodniczka da mi wskazowki, a bede jej wdzieczna do grobowej deski i nawet nazwe konwalie jej imieniem :-))))))) np. Konwalia Maria, albo Konwalia Dorotka, albo Konwalia Kasia. Zaznaczam, ze mam dwie konwalie, wiec moge kazdej dac nawet po dwa-trzy imiona.

Pozdrawiam wszystkich wiosennie konwaliowym zapachem!

16:40, kristofka
Link Komentarze (22) »
piątek, 10 lutego 2012
Ide do klasztoru :-))))

Narozrabialam i teraz musze odpokutowac!

Komisarz mial urodziny w tym tygodniu. Zrobilam piekny tort, 5-pietrowy i okazaly, bo i lata jubilat juz ma wysokie :-)))

Zazartowac chcialam i napisalam na torcie, pieknymi, czekoladowymi literkami, w jego ojczystym jezyku: Tatus Kristofer.....lat.

Byl wieczor, bardzo zmeczona bylam i robilam to w malenkim pospiechu. Tort wsadzilam do lodowki, zeby sie "przesiakl" i po cichutku, pomalutku wlazlam pod piernaty. Zasnelam snem sprawiedliwego, po dokladnie wypelnionym zadaniu, aby nastepnego dnia z godnoscia swietowac komisarza.

Zaspalam jak zwykle i komisarz po cichutku, pomalutku zszedl na parter zrobic sobie kawe, a potem przyszedl do sypialni i tez wlazl pod piernaty i znow zasnal 

Z kolei ja wylazlam z piernatow i po cichutku, pomalutku poczlapalam do kuchni. Na lodowce znalazlam plakat;

"Ksiadz Kristofer zaprasza do PLEBANII parafianow zamieszkalych w tym domu na przyjecie urodzinowe (kawa i tort zapewnione) w godzinach porannych, zaraz po porannym paciorku.

Mile widziana bedzie przelozona Kristofka oraz inne zakonnice."

Nic tylko komisarz zwariowal - pomyslalam sobie i otworzylam lodowke, zeby tego torta na stol postawic. Patrze, patrze i oczom nie wierze. Napisalam na torcie o jedna literke za duzo, bo tatus i pastor/ksiadz, rozna sie tylko ta jedna literka.

Ksiadz Kristofer pomylke mi wybaczyl, smiechu bylo co niemiara.

Mam jednak obawy co do Walentynek, bo pewnie zamiast pralinek dostane w tym roku rozaniec i propozycje zamieszkania w klasztorze, bo jakas zemste szykuje :-)))))

17:08, kristofka
Link Komentarze (32) »
sobota, 21 stycznia 2012
Troche zimy - jesienia!

Do tej pory sniegu nie bylo i pogoda byla jesienna, padal deszcz i bylo kilka stopni ciepla - do dzisiaj.

W nocy temperatura spadla do - 3 stopni i zaczal padac snieg i pada do tej pory. Slicznie i bialo zrobilo sie w ogrodzie.

Mialam chyba jakies "wyczucie" bo wczoraj powiesilam, na krzakach i drzewach, jedzenie dla ptaszkow. Sa to takie kulki zrobione z roznych ziarenek i jakiegos tluszczu. Kulki sa opakowane w zielone siateczki. Przewiazuje te kuleczki w siatce sznurkiem i wieszam, aby dyndaly.

Ku mojej i komisarza wielkiej radosci, bractwo-ptactwo od samego rana uwija sie przy kulkach i spozywa je na sniadanie.

Na ptakach sie nie znam, ale sa tam male ptaszki z kolorowymi brzuszkami i dlugim ogonkiem oraz male czarne ptaszki, pewnie jeszcze mlode sroki albo kruki. Jest ich dosyc duzo.

Ciekawe jest to, ze ptaszki ze soba wspolpracuja. Male wisza na kulkach z jedzeniem, dziobia az im sie lepki trzesa a te wieksze, czarne, ktore nie moga wisiec na kulkach, czekaja na ziemi i zjadaja to,  co im te male zrzuca na ziemie. I w taki sposob wszyscy zjedza sniadanie i jeszcze zostanie im cos na obiad.

Serce sie raduje, patrzac na te ptaszynki, uciecha z nich jest ogromna. Stalismy dluzsza chwile i patrzylismy na nich z zachwytem. Latem odwdziecza sie nam, zjadajac z drzew robaki.

Poza tym, nic nowego u nas sie nie dzieje, zima wiecej przebywamy w domu, czytamy, sluchamy muzyki, ogladamy filmy, rooooooooozmawiamy przy porannej kawie a takze w czasie dnia (jak sie spotkamy, bo czesto przebywamy na roznych pietrach, komisarz siedzi w swoim gabinecie i pisze artykuly) a ja latam po calym domu, od piwnicy do pietra. Czasem zanosze mu kawe i jakies ciacho, bo komisarza bola nogi, a ja brykam jak sarenka, hihihi!

Wybralby sie czlowiek gdzies w swiat, ale nie wiadomo, czy zdrowie pozwoli, bo checi sa ogromne. Jak nie bedzie sil gdzies dalej, to chociaz do Kopenhagi, na wiosne.

Serdecznie pozdrawiamy wszystkich czytajacych, przesylajac cieple mysli i sloneczne usmiechy.

 

12:39, kristofka
Link Komentarze (19) »
czwartek, 08 grudnia 2011
Kwiaty polskie...ale nie Juliana Tuwima

Bawimy sie w ciuciubabke, ja i Interflora :-)))

Dwa tygodnie temu wyslalam bukiet kwiatow do Warszawy, ktory to buket mial byc dostarczony po dwoch dniach, od zamowienia.

Tydzien po zlozeniu zamowienia, dzwonie do Warszawy z gratulacjami i oczekiwaniem podziekowania za kwiaty, a solenizantka nic. Dziekowac nie chce, paskudnica!

Delikatnie wiec pytam, czy dostala duzo prezentow i ....kwiatow. Odpowiada, ze owszem, ale ona zawsze dostaje.

Pytam, czy wszystkie bukiety byly rownie piekne a ona na to, ze tak, owszem Ci co ja lubia to kwiaty przynosza sliczne, bo w tym roku to, wszyscy goscie, przyszli osobiscie i nikt kwiatow nie wysylal przez kwiaciarnie, wiec widzieli co dostaja do reki.

- Jak to nie - wrzasnelam w sluchawke - ja wysylalam.

- Nie wyglupiaj sie, nic nie przyszlo do tej pory - powiedziala solenizantka - ale jeszcze moze przyjdzie, bo do wieczora daleko.

Do wieczora nic nie przyniesiono i przec cala noc takze bylo bezkwieciscie.

Nastepnego dnia zlozylam reklamacje i Interflora w Stockholmie interweniowala w tej sprawie w Warszawie, na co otrzymala odpowiedz, ze kwiaty zostaly dostarczone.

- Nie zostaly dostarczone pod podany adres, ktory takze "stoi prawidlowo jak byk" - powiedzialam do sprzedawczyni w kwiaciarni - szukajcie tego glupka, ktory zawiozl kwiaty pod falszywy adres i nie zadal sobie trudu, aby sprawdzic, czy daje kwiaty osobie, dla ktorej te kwiaty byly przeznaczone.

Sprawa znow powedrowala do Interflory w Stockholmie, a warszawska kwiaciarnia ma zbadac sprawe az do wyjasnienia.

Ani tamtego wieczoru, ani nastepnego i az do dzisiaj kwiaty nie przyszly. Ciekawe jak to wszystko sie zakonczy.  

Zanosi sie na to, ze detektywa bede musiala zatrudnic (komisarz juz niestety na emeryturze) i moze z tego wyjdzie kryminal, tylko kogo tu ukatrupic? :-))) 

Dopisek z dnia 12 grudnia, roku panskiego 2011 :-)))

Kwiaciarnia w Warszawie nie odzywa sie i nie reaguje na reklamacje, uparcie milczy. Do bledu, za skarby w swieci przynac sie nie chce, papieru z pokwitowaniem nie mysli pokazac, mimo, ze twierdzi, ze taki posiada. Czy nie ladniej byloby przynac sie do bledu i przeprosic. Kazdemu moze zdarzyc sie pomylka, trzeba tylko ja potem naprawic i nie bedzie problemu.

Dostalam dzisiaj zwrot pieniedzy od Szwedow i czekoladki na przeprosiny, mimo, ze oni nic nie zawinili i starali sie sprawe wyjasnic w miare ich mozliwosci.

Cala ta sprawa pozostawila niesmak. Czekoladki, natomiast, byly pyszne i troche poprawily nastroj. :-))))

18:06, kristofka
Link Komentarze (29) »
sobota, 29 października 2011
Kuchcik doskonaly!

Kucharka ze mnie zadna i nie lubie pracowac w kuchni, ale czasem cos upichce z koniecznosci.

Wczoraj postanowilam ugotowac rosol z kurczaka, bo to lekkostrawne i latwe do ugotowania. Podzielilam kurczaka na czesci, wlalam wode, wlozylam wloszczyzne, wsypalam przyprawy i ....gotowalam, smakowalam, przyprawialam, ustawialam zeby nie wykipialo. Napracowalam sie okropnie.

Komisarz polozyl sie, zeby sobie wypoczac i usnal z chrapaniem. Glodna bylam, wiec skonsumowalam moja czesc kurczaka, ktora wyjelam z rosolu, z jarzynami.

Z pelnym brzuchem polozylam sie na kanape i zabralam sie za czytanie ksiazki "Ladies", ktora zawiera zyciorysy angielskich dam z kregow arystokratycznych i krolewskich. Przestalam istniec w swiecie realnym, zylam w ksiazkowym, przebywajac z damami z wyzszych kregow.

Kiedy komisarz, zbudzony ze snu, zazadal zarcia ani mi w glowie bylo opuszczac to arystokratyczne towarzystwo.

- Wszystko gotowe w kuchni, wez sobie sam i palaszuj tego kurczaka z jarzynami.

Komisarz jest posluszny, poszedl wiec do kuchni. Uslyszalam tam stukanie talerzy, polewanie wody, czlapanie kapciami, wzdychanie i zamykanie szafek, az w koncu ukazal sie w drzwiach i oznajmil;

- Zjadlem, reszte sprzatnalem, zebys nie musiala tam isc i spokojnie poczytala sobie te ksiazke. No widzisz, jak cie kocham - i poklepal mnie po tylku, bo lezalam na brzuchu.

Zaczely mnie bolec lokcie od podpierania, wiec po zakonczeniu jednego z rozdzialow ksiazki, pokustykalam do kuchni, zeby rozprostowac sobie kosci i zrobic cos do picia.

Na talerzyku lezaly ulozone w rzadku pozostale czesci kurczaka, a obok stal garnek, czysty i umyty...rosolu nie bylo, komisarz rosol wylal i wymyl garnek.

Na jutro mial byc rosol albo jakas zupa na tym rosole. W pierwszym odruchu, chcialam komisarza opieprzyc i posolic, jednak po chwili zastanowienia postanowilam sprawe przemilczec, bo przeciez wylal ten rosol...z milosci.

Lo matko! 

00:02, kristofka
Link Komentarze (28) »
środa, 12 października 2011
Deklamacje i popisy wokalne :-)))

Wczoraj zostawilam komisarza w szpitalu, bo na dzisiaj rano mial zaplanowana operacje wymiany defibrilatora, ktory po 5 latach uzytkowania, trzeba bylo wymienic.

Komisarz bardzo lubi byc obslugiwany przez mlode pielegniarki i gada z nimi jak najety, opowiada przerozne historie (prawdziwe i nieprawdziwe) a one smieja sie i wszyscy sa zadowoloni.

Dzisiaj raniutko, juz o godzinie 8.00 operacja sie odbyla, trwala godzine i teraz komisarz spi. Pielegniarka, z ktora wlasnie rozmawialam, powiedziala, ze komisarz po otrzymaniu srodkow oszalamiajacych, deklamowal mi dluzsze odcinki z "Kalevali" z wielkim patosem a podczas przewozenia go na sale operacyjna spiewal pelnym glosem (troche falszywie) marsze wojskowe dyrygujac sobie prawa reka, w ktorej na szczescie nie mial wsadzonej zadnej igly.

Niedlugo jade do szpitala w odwiedziny i prawdopodobnie, za dwa dni, komisarz bedzie mogl wrocic do domu. Nie lubie byc sama w wielki domu, szczegolnie noca, ale zostawiam swiatla tu i tam i naciagam koldre na glowe i jakos zasypiam.

10:39, kristofka
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 19 września 2011
Czy mezczyzni wszystko musza zrozumiec opatrznie?

Wczoraj ogladalam program dokumentarny o dzieciach w domu dziecka w latach 60-tych w Szwecji. Uczulona jestem na krzywde dzieci i splakalam sie jak idiotka patrzac na ich krzywde i przykre przezycia.

Chlipalam wiec tak glosno, ze az komisarz przyszedl zobaczyc co sie dzieje.

- Czego ryczysz jak koza? - zapytal komisarz.

- Nooo, placze za straconym DZIE...(i tutaj znow potoki lez) , DZIE...(chlip,chlip)...staram sie wydusic to ostanie slowo.

- Daj spokoj, stara baba i placze za utraconym DZIEWICTWEM. Po co to DZIEWICTWO ci potrzebne na stare lata - powiedzial komisarz i zrobil znak zaapytania lewa reka, bo w prawej trzymal jajko na twardo.

Ze zdziwienia przestalam plakac. Oczy mi wyszly na wierzch i juz spokojnym glosem powiedzialam;

- Placze za straconym DZIE...CINSTWEM tych biednych dzieci!

- No to juz inna sprawa - powiedzial komisarz i puknal palcem w skorupke jajka, chociaz powinnien puknac sie tym jajkiem w glowe.

  

11:43, kristofka
Link Komentarze (25) »
sobota, 20 sierpnia 2011
Panta rei - wszystko plynie...

...w teorii ale takze i w praktyce...u mnie w piwnicy.

Ostatniej niedzieli, w moim starym domku byl potop i teraz jest wielkie sprzatanie.

Niedzielnym popoludniem padalo zamaszyscie i droga przed naszym domem przypominala rwacy, szalony, potok gorski. Komisarz zaproponowal zwiedzanie pomieszcczen w piwnicy, aby sie upewnic czy wszystko w porzadku. Drzwi zostaly otwarte i okazalo sie, ze woda do kanalow nie splywa i stoi sobie grzecznie 5 cm od wysokiego progu.

Zabralam sie do roboty i worki z piaskiem zaczelam ustawiac w progu drzwi. Ulewa szalala i trudno bylo, przez to deszczesko, zobaczyc domy stojace naprzeciwko.

W jednej, chwili pagorek przed wejsciem do piwnicy, zmienil sie w Niagare Falls i woda zaczela walic prosto na nas, przeleciala przez prog i worki z piaskiem, zalala mnie, komisarza, nabralo sie nam wody w kalosze, portki tez byly mokre. Wygladalismy jak po przyzwoitej kapieli. Pompa, ktora mielismy od dawna, nie chciala wspolpracowac a wody nabieralo sie coraz wiecej.

Komisarz polecial dzwonic po syna  (ktory dwa dni wczesniej przyjechal do nas na urlop i byl na jakims ubawie) zeby natychmiast wracal do domu. Normalnie z miasta jedzie sie 15 minut, tym razem trwalo to 2 godziny, bo wszystkie wiadukty i wiele drog lezalo pod woda.

Razem z synem zabralam sie za wylewanie wody (komisarza odeslalismy do lozka). Do pomocy przyszedl takze doktor Milek i przyniosl swoja pompe, ktora usunelismy duza czesc wody. Ale co sie namachalam w napelnianiu wiader woda, to moje :-)))

W taki oto sposob mam zajecie kazdego dnia, bo trzeba wszystko wysuszyc.Syn wywiozl dwa duze auta-combi zniszczonych przez wode rzeczy na smietnik. Jednego dywanu mi szkoda, ale wszystko co mokre trzeba wyrzucic i juz. Najwiecej mamy tam ksiazek. Codziennie oprozniamy jedna duza polke, zeby wysuszyc to, co chcemy uratowac. Stare kufry, ktore nasiaknely woda, stoja do gory nogami :-))) i sie susza. Balagan straszny. Kaloryfery wlaczone na maxa, okna pootwierane i wiatr wydmuchuje powodziowe zapachy. A my sprzatamy, codziennie po troszeczku. No coz, katastrofa, ale piwnica bedzie wysprzatana na cacko.:-))

Szkoda mi tylko pajakow, ktore stracily swoje mieszkania i pracowicie uwite pajeczyny zniszczyla im woda. Jeden juz nawet przeprowadzil sie do kuchni, wiedzialam jak uciekal. Mam nadzieje, ze znow przeprowadzi sie pietro nizej, bo takich lokatorow wole nie ogladac.

00:01, kristofka
Link Komentarze (34) »
niedziela, 07 sierpnia 2011
Tajemnicze znikniecie i szalony poscig.

Na powitanie nas, w czasie ostatniej wizyty w szpitalu, wyszla siostra oddzialowa.

- Hej, milo cie widziec Kristofer! Chociaz pewnie wolalbys tutaj nie przychodzic - powiedziala z usmiechem i wyciagnela reke na przywitanie.

- Hej, hej - powiedzial komisarz i usmiechnal sie od ucha do ucha, prawie naokolo glowy i spojrzal na mnie wypinajac piers.

- Widzisz jaki jestem popularny, dwa lata minelo jak tutaj bylem, a one jeszcze mnie pamietaja - glosnym szeptem wysapal zadowolony komisarz.

- Taaaaak - powiedzialam - pewnie narozrabiales, jak zwykle!

Pielegniarka kiwnela glowa potakujaco i przypomniala nam cala historie.

A bylo to tak;

Pacjenci przebywajacy na tym oddziale (intensywnej pomocy) sa zwykle po operacjach, ciezkich zawalach albo innych zabiegach. Maja przyczepiony do piersi aparacik, ktory obejmuje ich takimi "mackami" a w kieszeni nosza nadajnik, ktory rejestruje prace serca i siostry obserwuja pacjenta caly czas na monitorze.

Po kilku dniach pacjent moze chodzic po oddziale ale jest caly czas pod obserwacja i otrzymuje leki, ktore powoduja, ze nie czuje bolu i czesto jest "groggy" mniej lub wiecej.

Komisarz byl "groggy" wiecej. Zniknal z monitorow i nie bylo go na oddziale.

Przeszukano wszystkie zakatki, nawet do wielkich koszy z brudna bielizna zagladano, czy tam nie wpadl z rozpedu. Pod lozkiem go nie bylo, za biurkami lekarzy tez nie znaleziono zaginionego, w pojemnikach na lunch bylo pusto, wszystkie polki z czysta bielizna przeszukano, bo myslano, ze moze usnal na miekkich recznikach - wszystko bez rezultatu.

Wybuchla na oddziale panika, monitor piszczal i pokazywal prosta linie akcji serca. Odpowiedzialna siostra zaczela wierzyc, ze komisarz sie rozpuscil w powietrzu i o malo sama nie dostala zawalu.

A tymczasem na innych oddzialach zaczely sie pojawiac dziwne znaki i dzialalnosc komputerow zostala zaklocona. Niektorzy mysleli, ze to UFO nadaje znaki i co poniektorzy zaczeli drapac sie w glowe, a lekarze wierzyc w cuda.

Po pewnym czasie, w bibliotece szpitalnej, pojawil sie dziwny czytelnik i poprosil bibliotekarza o wygodne miejsce, bo musi przygotowac odczyt na konferencje w Paryzu i czasu ma malo.

- Z jakiego oddzialu jestes - zapytal bibliotekarz, bo zobaczyl aparacik w kieszeni komisarza.

- Z oddzalu rezerwy - powiedzial komisarz zniecierpliwiony - do wojska juz sie nie nadaje z powodu wieku - i nie probuj mnie werbowac na wojne, bo i tak nie pojde i basta - a w zadnym wypadku na front mnie nie mozna wyslac, chyba ze do sztabu, bo doskonale czytam mapy i ruchu wojska potrafie prowadzic.

- Tak, tak - powiedzial bibliotekarz - ale chodzi mi o to z jakiego oddzialu w szpitalu jestes.

- W szpitalu to pewnie z oddzialu dla oficerow, bo szkole kadetow przeszedlem z odznaczeniem - poinformowal komisarz zadowolony i usiadl przy biurku, reka odgarniajac papiery bibliotekarza i zwalajac na podloge caly ambaras.

Tymczasem, dzieki centrali szpitalnej i umiejscowienia nadajnika komisarzowego, znaleziono miejsce pobytu komisarza i dwie siostry przybyly do biblioteki, aby sie nim zajac. Zdyszane i zdenerwowane, bo komisarz wyjechal az na 10 pietro (a oddzial znajdowal sie na pierwszym pietrze) i nikt nie wiedzial, jak on tam sie dostal, chcialy go natychmiast zabrac z powrotem, bo serce zaczelo bebnic i dudnic niepokojaco. Komisarz jednak nie wykazywal ochoty i nawet byl zly, bo do wojska nie chcial dac sie wcielic a wyklad na konferencje musial przygotowac.

- W zadnym przypadku nie dam sie zaaresztowac, bo mam wyznaczony dzien i godzine na konferencji w Paryzu i prosze mi nie przeszkadzac, bo bede niegrzeczny - powiedzial komisarz - i mimo, ze panie sa w uniformach (mialy takie zielone kostiumiki na sobie) i reprezentuja wladze a takze urodziwe sa, co jako mezczyzna przyznaje, to z paniami nie pojde - dodal z rozmachem i walnal piescia w stol.

Jedna z pielegniarek, szybko myslaca, powiedziala;

- No, wlasnie przyjechal pewien Francuz i czeka na ciebie w recepcji. Ma jakies papiery, ktore moze tylko tobie oddac, wiec chyba musisz tam zejsc do niego i porozmawiac.

To bylo jak dobry znak dla komisarza, chetnie opuscil biblioteke z siostrami, ktore wpakowaly do na wozek i wjechaly do windy. W windzie komisarz, ukolysany jazda, zasnal ze zmeczenia i juz spiacego polozono z powrotem do lozka. Przespal kilka godzin i po obudzeniu nic nie pamietal a nawet upieral sie, ze nic podobnego sie nie zdarzylo.

 

Komisarz uciekal jeszcze dwa razy ze szpitala, ale o tym nastepnym razem.

18:59, kristofka
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2 , 3 , 4