RSS
czwartek, 28 lipca 2016
Troche nowinek z ostatnich miesiecy.

Czuje sie troche winna, bo moje milczenie na blogu bylo dosyc dlugie, ale chyba mozna to wybaczyc, ze wzgledu na zaistniala sytuacje.

Prawda jest, ze wiosna i lato przyniosly ze soba ulge i poprawily nastroj. Deszczowa pogoda w pierwszej polowie lipca nie byla dokuczliwa, bo lubie deszczyk, ktory nastraja do rozmyslan i "obmywa" to co w duszy siedzi. Natomiast dwa ostatnie tygodnie, ktore przyniosly upaly, dokuczyly mi ogromnie, bo temperatury miedzy 27-28 stopni przy wysokiej wilgotnosci powietrza, nie sa mile widziane w moim balzakowskim wieku.

Postanowilam takze zmienic swoj wyglad i przestalam farbowac wlosy, wiec jestem bialo-siwa i nawet mi z tym dobrze. Niektorzy mowia, ze wygladam nawet "nobliwiej" i troche jakby przypominam krolowa angielska, tylko korony mi brak. Moim zamiarem nie bylo to, ze chcialabym byc jak krolowa, tylko wlosy zaczely wypadac (pewnie to bylo skutkiem ostatnich wydarzen) i nie chcialam byc podobna do Kojaka, bo lepiej juz chyba byc "krolowa" :-)))

Bylam takze kilka dni w Warszawie i Kazimierzu nad Wisla.Warszawskie spotkanie w gronie rodzinnym bylo niezwykle, bo spotkalam sie ze wszystkimi  z mojego  rodzenstwa. Ostatnio wszyscy bylismy w W-wie 16 lat temu razem na pogrzebie Ojca. Trudnosc polega na tym, ze niektorzy z nas nie mieszkaja w Polsce i takie spotkanie trzeba bylo umawiac na dlugo przedtem. Teraz jest troche latwiej. Rodzina zamowila fotografa, zeby zrobic pamiatkowa fotke, bo taka okazja nie zdarza sie czesto, a fotke zrobiona 16 lat temu mamy i bedzie mozna zrobic porownanie.

Niestety, nie zdazylam nikogo ze znajomych i przyjaciol odwiedzic w Warszawie, bo czas mialam ograniczony, ale planuje przyjechac na jesieni do Warszawy i wtedy bede dysponowala czasem w wiekszej ilosci.

Ciekawostki z zycia moich sasiadow (doktor Milek i Elek Tryczny, zyja i maja sie dobrze), opisze w nastepnym wpisie, zeby Was nie nudzic za dlugim wpisem.

Sciskam, pozdrawiam i zycze Wam pogodnych dni tego lata, sloneczka i duzo radosci. Jeszcze raz przesylam wszystkim slowa wdzieczosci za otuche i dobrze slowa, ktore od Was dostalam w tym trudnym dla mnie czasie. Dziekuje moje aniolki! :-))))

11:09, kristofka
Link Komentarze (22) »
środa, 02 marca 2016
"A czas ja rzeka, jak rzeka plynie...."

To juz minelo 4 miesiace, a ciagle zdaje mi sie, ze to dopiero bylo wczoraj. Ciagle powracam w myslach do tych ostatnich miesiecy i nie ma dnia, zebym nie myslala o tych dobrych i zlych chwilach, ktore przezylismy razem w ciagu naszego, dlugiego zycia.

Zdaje sobie sprawe, ze troche czasu uplynie zanim wszystko ulozy sie na swoje miejsce i porzadek w "glowie i psychice" bedzie normalny, bo wszystko ma swoj czas.

Na szczescie zima wkrotce odejdzie i moze z przyjsciem wiosny, pomalutku ale swiadomie i pomoca sloneczka, zycie zacznie byc jasniejsze i smutki zaczna byc mniej dokuczliwe.

Wiele jest jeszcze do zrobienia, ogromna biblioteka czeka na uporzadkowanie, tak jak i materialy naukowe, ktore oddamy do biblioteki uniwersyteckiej. Poza tym caly dom jest wypelniony rzeczami mojego meza i to tez nalezy uporzadkowac a kazda rzecz, ktora biore do reki, wywoluje wspomnienia.

Dziekuje wszystkim, ktorzy skladali kondolencje i pocieszali mnie w swoich komentarzach. Cenie bardzo Wasze dobre slowa! Czesto o Was mysle :-)))

Z pewnoscia powroce do pisania dziennika, nie wiem tylko kiedy, bo w tej chwili znajduje sie pod "szklannym kloszem" i moje spojrzenie na otaczajacy mnie swiat jest ograniczone, wiec i pisac nie ma o czym.

Pozdrawiam i sciskam serdecznie wszystkich i kazdego z osobna! Piszcie do mnie, kazdemu odpowiem, bo bede tutaj zagladac. :-)))

11:31, kristofka
Link Komentarze (35) »
piątek, 23 października 2015
Nieuniknione i bolesne.

Dzisiaj rano odszedl na zawsze moj maz. Komisarzem byl tylko wirtualnie, w rzeczywistosci byl profesorem uniwersyteckim oddanym pracy naukowej do konca swoich dni.

Najblizszy czas bedzie, dla mnie i rodziny, bolesny.

16:18, kristofka
Link Komentarze (32) »
wtorek, 23 czerwca 2015
Komisarzowe marzenia...i jezykowe potyczki :-)))

Komisarz lubi uzywac jezykow obcych a szczegolnie jezyka polskiego, kiedy wyjasnia mi sytuacje zwiazane z Polska.

Usiadl sobie Komisarz w bujanym fotelu, patrzy przez okno i mowi;

- Przypomniala mi sie Wisniewska, jaka ona byla slodka! Tylko od "myslacy" to juz slinka na nia leci!

- Acha, kiedy to spotkales Wisniewska? - pytam podejrzliwie.

- Oooo, to bylo "duzo rokow w tyl" jakby tutaj teraz byla, to moglbym ja "picic", kazdego dnia bym "picil" ja po troszeczku. Czy nie mozna by ja teraz "handlowac"?

- Jak ja ci znajde jakas Wisniewska, myslisz, ze ona jeszcze jest do handlowania? Pewnie juz stara baba z tej Wisniewskiej!

- Ale jej nie trzeba "znajdywowac" ja mozna "kupac" - wyjasnia komisarz.

- No tak, mozna ja "picic" i nawet "kupac" - jestem juz pewna, ze ta Wisniewska to byla nierzadnica.

- No, to takie "singel sprawa". Zobaczylem ja "na wystawieniu", wszedlem do srodka a tam taki "fajno kawaler stojal" i za plecami, "do tylu" stala Wisniewska. Pokazalem palcem i powiedzialem, ze "chcem kupac" Wisniewska. "Prosie bardzo" powiedzial kawaler i Wisniewska byla moja za "niewielka kwota". Wzialem Wisniewska pod pache i "bardzo happy" poszedlem do domu. Tego wieczoru jeszcze nie moglem "picic" Wisniewskiej, ale juz sie "radoscilem" na nastepne wieczory. Piekny krysztalowy kieliszek juz sobie postawilem kolo Wisniewskiej.

Nagle zrozumialam, o ktorej Wisniewskiej Komisarz opowiada;

- Czy ty mowisz o polskiej WISNIOWCE? - zapytalam komisarza.

- No, wlasnie mowie Wisniowiewska, przeciez "akuratnie" ci wszystko opowiedzialem. Jest slodka, mozna ja "picic" i nawet za "niewielki suma" mozna ja "kupac".

_ Uffff, dzieki Bogu!

PS: picic - to od slowa pic

      kupac - od slowa kupic

10:45, kristofka
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 08 czerwca 2015
Rozmaitosci zyciowe!

Wszystko plynie (panta rei) , jak to w zyciu kazdego czlowieka bywa. Nic nie jest wieczne i musimy sie z tym pogodzic.

Kiedys bylo tylko"wieczne pioro" ale tez gdzie przepadlo. Mialam takie pioro, ale mimo, ze bylo wieczne, tez przeminelo.

Starzy ludzie maja coraz wiecej klopotow ze zdrowiem, trudno jest zachowac psychiczny balans, kiedy boli i tu i tam. Nowe niespodzianki zdrowotne pojawiaja sie systematycznie i trzeba wlaczyc kazdego dnia o dobre samopoczucie.

Oczywiscie, sa lekarstwa i odwiedziny lekarza i pielegniarki, ale komisarzowe zdrowie szwankuje. Z coraz wiekszym trudem porusza sie w domu i sily ma coraz mniej. Robimy badania, przeswietlenia i systematycznie kontrolujemy wyniki. Jest to meczace i wymaga mnostwo energii od komisarza, wiec zlosci sie czasami i protestuje glosno. Poucza pielegniarki i mnie bez przerwy i stanowczo domaga sie posluchu.

Jest jednak jedna dobra nowina dla mnie i dla komisarza, w lipcu czeka nas bardzo mila uroczystosc, na ktora czekamy z niecierpliwoscia. Narazie nic nie napisze, zeby nie zapeszyc, bo to juz za miesiac, ale potem wszystko opisze dokladnie.

W ogrodzie mnostwo pracy, nie mam jednak sily na prace ogrodowe, ale staram sie 2-3 razy w tygodniu pobyc na swiezym powietrzu i cos zrobic. Czasami siadam sobie na stoleczku, na schodkach do domu i przygladam sie przyrodzie i mysle sobie, ze teraz rosna sobie, kwitna, ale i na nich przyjdzie jesien i zima i troche mnie ich szkoda, bo takie teraz sa sliczne, ale przeciez ...panta rei.

Sciskam wszystkich zagladajacych, bliskich i dalekich, zycze cieplego, dobrego lata i wakacji. Niech sloneczko wszystkim swieci.  :-)))

20:59, kristofka
Link Komentarze (16) »
niedziela, 22 marca 2015
Starosc nie radosc.....ale wesole jest zycie staruszka :-)

Zime przezylismy i mamy nadzieje przezyc wiosne, ktora przywitala nas nocnym przymrozkiem -3 stopnie.

Od czasu do czasu odwiedzaja komisarza panie terapeutki, pielegniarki i inne osoby, ktore staraja sie jak moga umilic zycie komisarzowi.

W zeszly czwartek odwiedzila komisarza terapeutka, ktora przywiozla rozne pomocne przyrzady do lazienki. Komisarz lubi rozmawiac z pieknymi panienkami i opowiada wszystko, co mu na jezyk wskoczy, uzywajac wszystkich jezykow, ktorymi wlada. Czasami nawet spiewa unisono,  zeby pielegniarka pobierajaca krew czula sie komfortowo, a on sam odczuwal mniej bolesne uklucie igly.

Ostatnio poinformowal dwie panie terapeutki o mojej tajemicy i powiedzial:

- Moja zona ma skleroze!

Panie zaniemowily, a komisarz widzac ich zdziwione miny dodal;

- Tak, tak ma skleroze, bo uzywa laski, kolanka ja bola!

Panie spojrzaly na mnie i zeby ratowac jakos moja osobe wyjakalam:

- Chyba on ma na mysli artroze, bo wlasnie z tego powodu uzywam laski.

- Wlasnie mialem na mysli artroze, przepraszam za pomylke - powiedzial komisarz a ja i panie terapeutki mialysmy ubaw po pachy. I zeby upewnic panie, ze mial na mysli artroze powiedzial to po angielsku az dwa razy i raz po niemiecku, tak na wszelki wypadek.

Mozliwe, ze mam nie tylko artroze, ale takze i skleroze, co nie byloby wcale dziwne, biorac pod uwage moj wiek.

Wesolej, przyjemnej, slonecznej i zdrowej wiosny zyczy Wam Kristofka z komisarzem.

23:22, kristofka
Link Komentarze (22) »
środa, 24 grudnia 2014
Zyczenia dla WOMB-ow :-)))

Chcialabym zlozyc zyczenia swiateczne dla WOMB-ow czyli Wszystkich Odwiedzajacych Moj Blog :-)))

Spokojnych (zeby nikt nie narozrabial),  zdrowych (zeby nikt sie nie przejadl i brzuch nie bolal), przyjemnych (zeby rodzina byla usmiechnieta i zadowolona), prezentow oczekiwanych (zeby nikt nie dostal np. kalesonow  albo skarpetek co gryza, bo sa welniane)

oraz

Szczesliwego Nowego Roku 2015, ktory przyniesie dla Was wszystkich worek pelnych marzen do spelnienia i bedzie je realizowal przez nastepne 12 miesiecy. Niech ten Nowy Rok dorzuci kazdemu z Was troche gotowki albo chociaz wygranej na jakiejs loterii (wiec grajcie jak szaleni) a samotnym niech podaruje przyjaciela (moze byc kochanek albo konkubina, to juz wybierzecie sami), niech takze podaruje kazdemu z Was kilka pieknych dni w kazdej porze roku.  

Zyczenia zakoncze kilku cieplymi slowami. Jestescie osobami, kazda z osobna,  z ogromnie piekna dusza i wielkim sercem.

Odwiedziny na Waszych blogach sa dla mnie duza radoscia.

01:00, kristofka
Link Komentarze (18) »
sobota, 29 listopada 2014
Wiadomosci sasiedzkie!

Juz kiedys pisalam, ze moj sasiad Elek Tryczny kupil sobie pieska.

Ten piesek to nie byle jaki piesek, tylko sam Zeus (takie ma imie) z Olimpu. Dumny jest i ze mna gadac nie chce. Lekcewazy wszystkie moje zachety do konwersacji z nim i daje mi nawyrazniej do zrozumienia, na Olimpie nigdy nie bylam i nie mam zadnych szans tam sie dostac.

Elek kocha Zeusa i wietrzy go kilka razy dziennie. Wczoraj wieczorem (bo spacery pod gwiazdami Zeus sobie ceni i uwielbia) zobaczylam przez okno, ze cos blyskocze i mruga, raz czerwono a raz bialo.

Wytrzeszczylam oczy, zeby lepiej to nadnaturalne zjawisko zobaczyc, bo moze to jakies UFO wyladowalo kolo mojego domu a ktorego (tego UFO, nie domu)  juz poszukuje cale dziesiatki lat, wiec takiej okazji nie moglam przeoczyc.

Nagle to blyszczace zaszczekalo, zakrecilo sie w koleczko i z predkoscia rakiety polecialo do przodu.

-No, nic innego, tylko UFO - pomyslalam, bo ono wlasnie ma takie niezbadane posuniecia. Tylko to szczekanie nie pasowalo, ale kto wiem, moze zielone ludziki szczekaja, bo jezyki maja niedorozwiniete.

I wlasnie wtedy ujrzalam Elka, ktorego Zeus ciagnal na smyczy. Ciekawska baba jestem, wiec wyszlam z domu, zeby zdobyc blizsze informacje na temat tego blyszczyku.

Elek przyczepil to mrugajace swiatelko do obrozy Zeusa. Dynda sie to caly czas, bo Zeus podskakuje, swiatelko mruga, zmienia kolory i jest ogolnie swietnym wynalazkiem.

- Elek - powiedzialam - czy ty wybierasz sie z Zeusem na disco, czy zainstalowales mu ten gadzet, zeby imponowal Amelii.

Bo trzeba wiedziec, ze Amelia jest sliczna pania pieskowa i calkowicie ignoruje Zeusa, mimo, ze jest on boski i z Olimpu pochodzi, czyli rodowod ma wspanialy. Poza tym Zeus pachnie schamponami pierwszej klasy, ale to nic nie pomaga. Moze Amelia preferuje zapach fajek albo jakiegos dobrego trunku. Kobietom trudno dogodzic, trzeba zmienic taktyke.

Dzisiaj, po zapadnieciu zmroku, swiecacego i migajacego Zeusa, obszczekal jakis zdenerwowany psisko (moze tez jakis zalotnik od Amelii) i mial racje, bo pies nie jest od migania swiatelkiem, tylko od pilnowania swojego pana i obwachiwania wszystkiego, co mu sie pod nos nawinie. 

19:40, kristofka
Link Komentarze (26) »
czwartek, 18 września 2014
Zarejestrowany gambler

Podejrzewalam, ze tak sie skonczy. Jestem taki maly, domowy gambler i gram w Lotto. Nie ma co, doigralam sie i juz.

Od 1 lipca wszyscy, ktorzy lubia grac w rozne gry i loteryjki w Szwecji, musza byc zarejstrowani, bo inaczej przyjemnosci zwiazane z gamblerstwem, beda surowo zabronione.

Z niechecia wyciagnelam z torby moja karte identyfikacyjna i dalam moje dane osobowe wprowadzic w zawilosci komputera, bo gamblerstwo zwyciezylo.

- Teraz musze cos wygrac - zagrozilam chlopakowi obslugujacemu komputer, ktory wytrzeszczyl na mnie oczy i przelknal sline az 3 razy.

- To tylko jeden Pan Bog wie, czy wygrasz i ile, ja nie moge nic zrobic, slowo daje i przysiegam, ze nie moge - zapewnial mnie chlopak uderzajac sie w slabowita piers lewa reka, bo w prawej trzymal dwa kupony z potencjalnymi milionami dla mnie.

- W kazdym razie teraz Bozia wie jak sie nazywam i gdzie mieszkam, bo dane sa wprowadzone do komputera i pomylki byc nie moze i wygrana przyjedzie pod wskazany adres - powiedzialam unoszac sloneczne okulary, ktore zalozylam wczesniej, zeby ukryc moje gamblerowskie spojrzenie.

Chlopak patrzyl na mnie troche nieprzytomnym wzrokiem i szukal wzrokiem pomocy w kolezance, ktora sprzedawala gazety i ani jej w glowie nie bylo wybawic chlopaka z tarapatow, ktore mial z rutynowana gamblerka w mojej osobie.

Wzielam kupony, wplacilam okup i zagrozilam chlopakowi;

- W niedziele przyjdze odebrac wygrana i nie probuj wziac wolnego dnia, bo i tak cie znajde.

Czekam teraz na sobote, bo wtedy bedzie ciagnienie numerkow.

Mam troche wyrzuty sumienia, bo wystraszylam chlopaka (a byl to praktykant) i pewnie sie teraz boi tej maszyny do rejestracji i gamblerow starej daty.

11:07, kristofka
Link Komentarze (39) »
piątek, 16 maja 2014
Szkolne tarapaty i gimnastyczne wygibasy

Ostatnio uczeszczam do szkoly na wyklady, ktore musza mnie nawrocic na porzadna droge zycia. Szkola nazywa sie "Artros skola" czyli "Szkola artretyzmu" dla starych "babciow i dziadkow" ktorym kolana, biodra i raczki nie chca sie uginac, tak jak sobie czlowiek zyczy.

Dowiedzialam sie, ze nie nalezy siedziec dluzej niz 20 minut na jednym miejscu. Nawet sie ucieszylam, bo ja i tak dluzej nie moge wysiedziec, ale co ma zrobic czlowiek nabozny, jak w kosciele  musi wysiedziec godzine albo dluzej?

- Przepraszam, prosze ksiedza, mam artroze i musze sobie troszke pospacerowac miedzy lawkami.

Jedna z pan-sluchaczek powiedziala, zeby moze sprobowac czesciej od innych na kolanach przyklekac, ale to moze zaklocic caly obrzadek i to tez jest niedobrze.

Problemem tez bylo, to ze artretyzm boli i szukalismy jakis dobrych rozwiazan. Moje rozwiazanie okazalo sie najlepsze, bo zaproponowalam poszukanie sobie jakiegos innego, wiekszego problemu, wtedy artretyzm bedzie mozna zapomniec.

Dzisiaj wzial mnie w obroty terapeuta i wsadzil mnie na rowerek i kazal pedalowac. Przejechalam 1,5 km w ciagu 8 minut i stracilam 10 kalorii. Nastepny wyscig pokoju wygram bez watpienia.

Najgorsze bylo to, ze na tej samej sali pedalowaly inne osoby.Na drugim koncu sali pedalowaly tez dwie staruszki i jedna czarownica ciagle sie na mnie patrzyla i przyspieszala tempo, za kazdym razem jak na nia spojrzalam. W dodatku spostrzeglam, ze miala, ta malpa, taka sama bluzke jak ja.

Zlosc mnie ogarnela, no bo bluzke kupilam w niemieckiej firmie, a ona tutaj, na szwedzkim rowerku do cwiczen, pedaluje w mojej bluzce i jeszcze mnie przedrzeznia.

Zawolalam terapeute i obrazona powiedzialam mu na ucho, ze to babsko jest nienormalne i wskazalam na nia palce ...a ona na mnie.

Terapeuta zaczal sie dusic ze smiechu i powiedzial, ze tam sa wielkie lustra na scianie i to jest moje odbicie.

Drugi raz w moim zyciu popelnilam taka gafe, kiedys powiedzialam sobie "dzien dobry" w lusterku. 

A na "dowidzenia" wyszlam na ulice w takich, niebieskich, plastikowych torebkach na buty. A to wszystko z pospiechu i troche ze wstydu, bo terapeuta ciagle sie smial, az jego oczu nie mozna bylo zobaczyc, bo to jest chinczyk i ma takie skosne i malutkie oczeta.

00:03, kristofka
Link Komentarze (31) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7