|
|
sobota, 19 maja 2012
Pare pieknych dni w Kopenhadze.
Komisarz zafundowal mi wycieczke do Kopenhagi z okazji urodzin, oczywiscie sam sie "podlaczyl" do wycieczki, jako przewodnik. W Kopenhadze bylismy wczesniej kilkakrotnie, ale bylo to kilka lat temu i wrazenia trzeba bylo odnowic. Na dluzsze wycieczki nie mamy juz sil, wiec Kopenhaga byla odpowiednim miejscem, lot tylko 40 minut i z podrecznym bagazem, wszystko idzie jak po masle. Widok z hotelu byl piekny, z wysoka moglismy podziwiac statki, stateczki, kajaki i wiele innych ruchomych jednostek na wodzie. Wieczorny widok, na pelny swiatel drugi brzeg - wspanialy. Bylismy na wycieczce lodzia po calej Kopenhadze a takze autobusem. Odwiedzilismy wiele znanych miejsc, ktore reklamuja przewodniki, bylismy w Tivoli, jedlismy fantastyczne obiady w znanych restauracjach i na kawe chodzilismy do starej kawiarni, ktora istnieje od 1856 roku. Odwiedzilismy najwieksza ksiegarnie i kilka ksiazek kupilismy. Najwiecej czasu spedzilismy w taksowkach :-)))))) bo komisarz na dluzsze spacery juz nie chodzi, chociaz Ströget do polowy udalo mu sie przedefilowac, a ja tez, od czasu do czasu, lubie sobie przysiasc na jakiejsc laweczce. Pogoda byla piekna, wiec nawet troszeczke slonce mnie zlapalo (szczegolnie na wodzie) i nos mialam czerwony. W drodze powrotnej pobiegalam troche po sklepach na Kastrupie, kupilam troche perfum i jedzenia, bo w domu byly pustki w lodowce. Dom zastalismy w calosci, bo doktor Milek trzyma zawsze oko na naszych wlosciach i wyproznia skrzynke pocztowa. Jablonki w ogrodzie zaczynaja kwitnac i pewnie niedlugo bzy tez beda mialy kwiaty. Trawke trzeba bedzie znow scinac i tak bedzie cale lato. Nie wiem dlaczego, ale w tym roku bardzo obrodzily mlecze i walka z nimi to walka z wiatrakami, jednego wyplenisz to 5 nowych wyskoczy. Pelargonie, przy wejsciu do domu, juz stoja w skrzynkach i wygladaja pieknie na bialym tle, cieszac oko moje i komisarza a moze takze sasiadow. To takie nowosci z ostatnich dni. Aha, kupilam sobie nowe majtki i bh, wiec to tez sa nowosci w mojej garderobie.
niedziela, 22 kwietnia 2012
"Byk" sie starzeje i nic na to nie mozna poradzic :-)))
Jestem zodiakowym bykiem i jutro mam ...ente urodziny, tzn 16 lat na jedna nozke. A poniewaz byk ma 4 nozki, to juz tych latek sie nazbieralo :-))) Buk ma tez rogi, ale z wiekiem sluza one tylko jako ozdoba, do walki sie nie nadaja, bo ze mnie, to teraz, taki byczek Fernando, co to kwiatki chce wachac. Pomyslalam sobie, ze z tej okazji zloze sobie sama zyczenia urodzinowe. Dotychczas tego nigdy nie robilam, ale kiedys musi byc ten pierwszy raz, prawda? :-)))) Zycze wiec Bykowi, wiele lat w zdrowiu i spokoju ducha o swych najblizszych, ktorym takze przy okazji zycze duzo zdrowia. Przyjaciol bliskich i dalekich, i milych kontaktow z ludzmi, ktorym Byk zyczy takze zdrowia i pomyslnosci, zeby Byk sie o nich nie martwil, jak maja problemy. Byk zyczy sobie, zeby wszystkim znajomym i ulubionym na bloxie, zycie ukladalo sie spokojnie i bez problemow, bo Byk sie martwi, jak czyta, ze komus cos przykrego sie wydarzylo. Wiec, jak na bloxie jest szczesliwie, to i Byk jest szczesliwy. To jest taka reakcja lancuchowa :-)))) Teraz Byk idzie sie byczyc, bo w niedziele to chyba wolno!
niedziela, 08 kwietnia 2012
Moje "zielone" paluszki :-)))
Ostatnio nic specjalnego sie nie dzieje, wiec i wpisow nie robie, bo nie ma o czym pisac. Niedlugo jednak zacznie sie praca w ogrodzie wiec, grabie, lopatka i moje "zielone" paluszki beda w robocie. Pisze "zielone" w cudzyslowie, bo tak naprawde zielone to one nie sa. Specjalnie utalentowana w pielegnacji roslinek, kwiatow, krzewow i tym podobnych stworzen zielonych, nie jestem. Przed Swietami Wielkanocnymi kupilam dwie sliczne i pachnace konwalie. Instrukcja obslugi informuje, ze maja byc one posadzone w jasnym slonecznym miejscu, ale nie w sloncu. Przeciagow tez sie konwalinki boja, ale sa "pijaki", bo lubia pic duzo wody. Nauczona przykrym doswiadczeniem (kiedys posadzilam konwalie do gory nogami i potem sie dziwilam, ze nie wyrosly, hahaha) nie wiem, gdzie je najlepiej posadzic. Czy pod krzakami, czy pod jakims drzewkiem, a moze w osobnej donicy na podworku, bo po przekwitnieciu "instrukcja" mowi, zeby je przesadzic do ogrodu. Bardzo lubie konwalie i chcialabym je sobie "rozplenic" w ogrodzie. Czy to jest mozliwe? Moze jakas, uprzejma i z dobrym sercem, ogrodniczka da mi wskazowki, a bede jej wdzieczna do grobowej deski i nawet nazwe konwalie jej imieniem :-))))))) np. Konwalia Maria, albo Konwalia Dorotka, albo Konwalia Kasia. Zaznaczam, ze mam dwie konwalie, wiec moge kazdej dac nawet po dwa-trzy imiona. Pozdrawiam wszystkich wiosennie konwaliowym zapachem!
piątek, 10 lutego 2012
Ide do klasztoru :-))))
Narozrabialam i teraz musze odpokutowac! Komisarz mial urodziny w tym tygodniu. Zrobilam piekny tort, 5-pietrowy i okazaly, bo i lata jubilat juz ma wysokie :-))) Zazartowac chcialam i napisalam na torcie, pieknymi, czekoladowymi literkami, w jego ojczystym jezyku: Tatus Kristofer.....lat. Byl wieczor, bardzo zmeczona bylam i robilam to w malenkim pospiechu. Tort wsadzilam do lodowki, zeby sie "przesiakl" i po cichutku, pomalutku wlazlam pod piernaty. Zasnelam snem sprawiedliwego, po dokladnie wypelnionym zadaniu, aby nastepnego dnia z godnoscia swietowac komisarza. Zaspalam jak zwykle i komisarz po cichutku, pomalutku zszedl na parter zrobic sobie kawe, a potem przyszedl do sypialni i tez wlazl pod piernaty i znow zasnal Z kolei ja wylazlam z piernatow i po cichutku, pomalutku poczlapalam do kuchni. Na lodowce znalazlam plakat; "Ksiadz Kristofer zaprasza do PLEBANII parafianow zamieszkalych w tym domu na przyjecie urodzinowe (kawa i tort zapewnione) w godzinach porannych, zaraz po porannym paciorku. Mile widziana bedzie przelozona Kristofka oraz inne zakonnice." Nic tylko komisarz zwariowal - pomyslalam sobie i otworzylam lodowke, zeby tego torta na stol postawic. Patrze, patrze i oczom nie wierze. Napisalam na torcie o jedna literke za duzo, bo tatus i pastor/ksiadz, rozna sie tylko ta jedna literka. Ksiadz Kristofer pomylke mi wybaczyl, smiechu bylo co niemiara. Mam jednak obawy co do Walentynek, bo pewnie zamiast pralinek dostane w tym roku rozaniec i propozycje zamieszkania w klasztorze, bo jakas zemste szykuje :-)))))
sobota, 21 stycznia 2012
Troche zimy - jesienia!
Do tej pory sniegu nie bylo i pogoda byla jesienna, padal deszcz i bylo kilka stopni ciepla - do dzisiaj. W nocy temperatura spadla do - 3 stopni i zaczal padac snieg i pada do tej pory. Slicznie i bialo zrobilo sie w ogrodzie. Mialam chyba jakies "wyczucie" bo wczoraj powiesilam, na krzakach i drzewach, jedzenie dla ptaszkow. Sa to takie kulki zrobione z roznych ziarenek i jakiegos tluszczu. Kulki sa opakowane w zielone siateczki. Przewiazuje te kuleczki w siatce sznurkiem i wieszam, aby dyndaly. Ku mojej i komisarza wielkiej radosci, bractwo-ptactwo od samego rana uwija sie przy kulkach i spozywa je na sniadanie. Na ptakach sie nie znam, ale sa tam male ptaszki z kolorowymi brzuszkami i dlugim ogonkiem oraz male czarne ptaszki, pewnie jeszcze mlode sroki albo kruki. Jest ich dosyc duzo. Ciekawe jest to, ze ptaszki ze soba wspolpracuja. Male wisza na kulkach z jedzeniem, dziobia az im sie lepki trzesa a te wieksze, czarne, ktore nie moga wisiec na kulkach, czekaja na ziemi i zjadaja to, co im te male zrzuca na ziemie. I w taki sposob wszyscy zjedza sniadanie i jeszcze zostanie im cos na obiad. Serce sie raduje, patrzac na te ptaszynki, uciecha z nich jest ogromna. Stalismy dluzsza chwile i patrzylismy na nich z zachwytem. Latem odwdziecza sie nam, zjadajac z drzew robaki. Poza tym, nic nowego u nas sie nie dzieje, zima wiecej przebywamy w domu, czytamy, sluchamy muzyki, ogladamy filmy, rooooooooozmawiamy przy porannej kawie a takze w czasie dnia (jak sie spotkamy, bo czesto przebywamy na roznych pietrach, komisarz siedzi w swoim gabinecie i pisze artykuly) a ja latam po calym domu, od piwnicy do pietra. Czasem zanosze mu kawe i jakies ciacho, bo komisarza bola nogi, a ja brykam jak sarenka, hihihi! Wybralby sie czlowiek gdzies w swiat, ale nie wiadomo, czy zdrowie pozwoli, bo checi sa ogromne. Jak nie bedzie sil gdzies dalej, to chociaz do Kopenhagi, na wiosne. Serdecznie pozdrawiamy wszystkich czytajacych, przesylajac cieple mysli i sloneczne usmiechy.
czwartek, 08 grudnia 2011
Kwiaty polskie...ale nie Juliana Tuwima
Bawimy sie w ciuciubabke, ja i Interflora :-))) Dwa tygodnie temu wyslalam bukiet kwiatow do Warszawy, ktory to buket mial byc dostarczony po dwoch dniach, od zamowienia. Tydzien po zlozeniu zamowienia, dzwonie do Warszawy z gratulacjami i oczekiwaniem podziekowania za kwiaty, a solenizantka nic. Dziekowac nie chce, paskudnica! Delikatnie wiec pytam, czy dostala duzo prezentow i ....kwiatow. Odpowiada, ze owszem, ale ona zawsze dostaje. Pytam, czy wszystkie bukiety byly rownie piekne a ona na to, ze tak, owszem Ci co ja lubia to kwiaty przynosza sliczne, bo w tym roku to, wszyscy goscie, przyszli osobiscie i nikt kwiatow nie wysylal przez kwiaciarnie, wiec widzieli co dostaja do reki. - Jak to nie - wrzasnelam w sluchawke - ja wysylalam. - Nie wyglupiaj sie, nic nie przyszlo do tej pory - powiedziala solenizantka - ale jeszcze moze przyjdzie, bo do wieczora daleko. Do wieczora nic nie przyniesiono i przec cala noc takze bylo bezkwieciscie. Nastepnego dnia zlozylam reklamacje i Interflora w Stockholmie interweniowala w tej sprawie w Warszawie, na co otrzymala odpowiedz, ze kwiaty zostaly dostarczone. - Nie zostaly dostarczone pod podany adres, ktory takze "stoi prawidlowo jak byk" - powiedzialam do sprzedawczyni w kwiaciarni - szukajcie tego glupka, ktory zawiozl kwiaty pod falszywy adres i nie zadal sobie trudu, aby sprawdzic, czy daje kwiaty osobie, dla ktorej te kwiaty byly przeznaczone. Sprawa znow powedrowala do Interflory w Stockholmie, a warszawska kwiaciarnia ma zbadac sprawe az do wyjasnienia. Ani tamtego wieczoru, ani nastepnego i az do dzisiaj kwiaty nie przyszly. Ciekawe jak to wszystko sie zakonczy. Zanosi sie na to, ze detektywa bede musiala zatrudnic (komisarz juz niestety na emeryturze) i moze z tego wyjdzie kryminal, tylko kogo tu ukatrupic? :-))) Dopisek z dnia 12 grudnia, roku panskiego 2011 :-))) Kwiaciarnia w Warszawie nie odzywa sie i nie reaguje na reklamacje, uparcie milczy. Do bledu, za skarby w swieci przynac sie nie chce, papieru z pokwitowaniem nie mysli pokazac, mimo, ze twierdzi, ze taki posiada. Czy nie ladniej byloby przynac sie do bledu i przeprosic. Kazdemu moze zdarzyc sie pomylka, trzeba tylko ja potem naprawic i nie bedzie problemu. Dostalam dzisiaj zwrot pieniedzy od Szwedow i czekoladki na przeprosiny, mimo, ze oni nic nie zawinili i starali sie sprawe wyjasnic w miare ich mozliwosci. Cala ta sprawa pozostawila niesmak. Czekoladki, natomiast, byly pyszne i troche poprawily nastroj. :-))))
sobota, 29 października 2011
Kuchcik doskonaly!
Kucharka ze mnie zadna i nie lubie pracowac w kuchni, ale czasem cos upichce z koniecznosci. Wczoraj postanowilam ugotowac rosol z kurczaka, bo to lekkostrawne i latwe do ugotowania. Podzielilam kurczaka na czesci, wlalam wode, wlozylam wloszczyzne, wsypalam przyprawy i ....gotowalam, smakowalam, przyprawialam, ustawialam zeby nie wykipialo. Napracowalam sie okropnie. Komisarz polozyl sie, zeby sobie wypoczac i usnal z chrapaniem. Glodna bylam, wiec skonsumowalam moja czesc kurczaka, ktora wyjelam z rosolu, z jarzynami. Z pelnym brzuchem polozylam sie na kanape i zabralam sie za czytanie ksiazki "Ladies", ktora zawiera zyciorysy angielskich dam z kregow arystokratycznych i krolewskich. Przestalam istniec w swiecie realnym, zylam w ksiazkowym, przebywajac z damami z wyzszych kregow. Kiedy komisarz, zbudzony ze snu, zazadal zarcia ani mi w glowie bylo opuszczac to arystokratyczne towarzystwo. - Wszystko gotowe w kuchni, wez sobie sam i palaszuj tego kurczaka z jarzynami. Komisarz jest posluszny, poszedl wiec do kuchni. Uslyszalam tam stukanie talerzy, polewanie wody, czlapanie kapciami, wzdychanie i zamykanie szafek, az w koncu ukazal sie w drzwiach i oznajmil; - Zjadlem, reszte sprzatnalem, zebys nie musiala tam isc i spokojnie poczytala sobie te ksiazke. No widzisz, jak cie kocham - i poklepal mnie po tylku, bo lezalam na brzuchu. Zaczely mnie bolec lokcie od podpierania, wiec po zakonczeniu jednego z rozdzialow ksiazki, pokustykalam do kuchni, zeby rozprostowac sobie kosci i zrobic cos do picia. Na talerzyku lezaly ulozone w rzadku pozostale czesci kurczaka, a obok stal garnek, czysty i umyty...rosolu nie bylo, komisarz rosol wylal i wymyl garnek. Na jutro mial byc rosol albo jakas zupa na tym rosole. W pierwszym odruchu, chcialam komisarza opieprzyc i posolic, jednak po chwili zastanowienia postanowilam sprawe przemilczec, bo przeciez wylal ten rosol...z milosci. Lo matko!
środa, 12 października 2011
Deklamacje i popisy wokalne :-)))
Wczoraj zostawilam komisarza w szpitalu, bo na dzisiaj rano mial zaplanowana operacje wymiany defibrilatora, ktory po 5 latach uzytkowania, trzeba bylo wymienic. Komisarz bardzo lubi byc obslugiwany przez mlode pielegniarki i gada z nimi jak najety, opowiada przerozne historie (prawdziwe i nieprawdziwe) a one smieja sie i wszyscy sa zadowoloni. Dzisiaj raniutko, juz o godzinie 8.00 operacja sie odbyla, trwala godzine i teraz komisarz spi. Pielegniarka, z ktora wlasnie rozmawialam, powiedziala, ze komisarz po otrzymaniu srodkow oszalamiajacych, deklamowal mi dluzsze odcinki z "Kalevali" z wielkim patosem a podczas przewozenia go na sale operacyjna spiewal pelnym glosem (troche falszywie) marsze wojskowe dyrygujac sobie prawa reka, w ktorej na szczescie nie mial wsadzonej zadnej igly. Niedlugo jade do szpitala w odwiedziny i prawdopodobnie, za dwa dni, komisarz bedzie mogl wrocic do domu. Nie lubie byc sama w wielki domu, szczegolnie noca, ale zostawiam swiatla tu i tam i naciagam koldre na glowe i jakos zasypiam.
poniedziałek, 19 września 2011
Czy mezczyzni wszystko musza zrozumiec opatrznie?
Wczoraj ogladalam program dokumentarny o dzieciach w domu dziecka w latach 60-tych w Szwecji. Uczulona jestem na krzywde dzieci i splakalam sie jak idiotka patrzac na ich krzywde i przykre przezycia. Chlipalam wiec tak glosno, ze az komisarz przyszedl zobaczyc co sie dzieje. - Czego ryczysz jak koza? - zapytal komisarz. - Nooo, placze za straconym DZIE...(i tutaj znow potoki lez) , DZIE...(chlip,chlip)...staram sie wydusic to ostanie slowo. - Daj spokoj, stara baba i placze za utraconym DZIEWICTWEM. Po co to DZIEWICTWO ci potrzebne na stare lata - powiedzial komisarz i zrobil znak zaapytania lewa reka, bo w prawej trzymal jajko na twardo. Ze zdziwienia przestalam plakac. Oczy mi wyszly na wierzch i juz spokojnym glosem powiedzialam; - Placze za straconym DZIE...CINSTWEM tych biednych dzieci! - No to juz inna sprawa - powiedzial komisarz i puknal palcem w skorupke jajka, chociaz powinnien puknac sie tym jajkiem w glowe.
sobota, 20 sierpnia 2011
Panta rei - wszystko plynie...
...w teorii ale takze i w praktyce...u mnie w piwnicy. Ostatniej niedzieli, w moim starym domku byl potop i teraz jest wielkie sprzatanie. Niedzielnym popoludniem padalo zamaszyscie i droga przed naszym domem przypominala rwacy, szalony, potok gorski. Komisarz zaproponowal zwiedzanie pomieszcczen w piwnicy, aby sie upewnic czy wszystko w porzadku. Drzwi zostaly otwarte i okazalo sie, ze woda do kanalow nie splywa i stoi sobie grzecznie 5 cm od wysokiego progu. Zabralam sie do roboty i worki z piaskiem zaczelam ustawiac w progu drzwi. Ulewa szalala i trudno bylo, przez to deszczesko, zobaczyc domy stojace naprzeciwko. W jednej, chwili pagorek przed wejsciem do piwnicy, zmienil sie w Niagare Falls i woda zaczela walic prosto na nas, przeleciala przez prog i worki z piaskiem, zalala mnie, komisarza, nabralo sie nam wody w kalosze, portki tez byly mokre. Wygladalismy jak po przyzwoitej kapieli. Pompa, ktora mielismy od dawna, nie chciala wspolpracowac a wody nabieralo sie coraz wiecej. Komisarz polecial dzwonic po syna (ktory dwa dni wczesniej przyjechal do nas na urlop i byl na jakims ubawie) zeby natychmiast wracal do domu. Normalnie z miasta jedzie sie 15 minut, tym razem trwalo to 2 godziny, bo wszystkie wiadukty i wiele drog lezalo pod woda. Razem z synem zabralam sie za wylewanie wody (komisarza odeslalismy do lozka). Do pomocy przyszedl takze doktor Milek i przyniosl swoja pompe, ktora usunelismy duza czesc wody. Ale co sie namachalam w napelnianiu wiader woda, to moje :-))) W taki oto sposob mam zajecie kazdego dnia, bo trzeba wszystko wysuszyc.Syn wywiozl dwa duze auta-combi zniszczonych przez wode rzeczy na smietnik. Jednego dywanu mi szkoda, ale wszystko co mokre trzeba wyrzucic i juz. Najwiecej mamy tam ksiazek. Codziennie oprozniamy jedna duza polke, zeby wysuszyc to, co chcemy uratowac. Stare kufry, ktore nasiaknely woda, stoja do gory nogami :-))) i sie susza. Balagan straszny. Kaloryfery wlaczone na maxa, okna pootwierane i wiatr wydmuchuje powodziowe zapachy. A my sprzatamy, codziennie po troszeczku. No coz, katastrofa, ale piwnica bedzie wysprzatana na cacko.:-)) Szkoda mi tylko pajakow, ktore stracily swoje mieszkania i pracowicie uwite pajeczyny zniszczyla im woda. Jeden juz nawet przeprowadzil sie do kuchni, wiedzialam jak uciekal. Mam nadzieje, ze znow przeprowadzi sie pietro nizej, bo takich lokatorow wole nie ogladac.
|